Od strony Zakopanego wygląda jak ogromna leżąca kamienna postać. To śpiący rycerz – powiada stare podanie. Obudzi się, gdy Polska znajdzie się w niebezpieczeństwie, by nieść jej pomoc. Tym śpiącym rycerzem jest oczywiście Giewont, owiana legendami, chyba najbardziej znana góra w polskich Tatrach.
Górale bez trudu odróżniają głowę, którą stanowi część głównego masywu, z wyraźnym profilem nosa i charakterystycznym zacięciem, zwanym Brwią Giewontu. Z kolei Długi Giewont to tułów rycerza, oddzielony od głowy przełęczą Szczerba, a jeden z opadających na północ filarów to złożone ramiona. Niektórzy mówią, że Giewont to nie śpiący rycerz, ale mnich, który zazdrośnie strzeże ukrytych w skałach skarbów.
Giewont to specyficzna góra. Od północnej strony opada w dół prawie pionowymi urwiskami, sięgającymi kilkuset metrów, za to od południa można podejść niemal na sam szczyt stromymi, ale dość łatwymi trawiastymi stokami, które od grani oddziela niewysoki pas skałek. Ta właśnie nieco pozorna łatwość sprawia, że Giewont, z którego roztacza się wspaniały widok, tłumnie odwiedzany jest przez turystów i… pielgrzymów, ponieważ w 1901 roku zamontowano na nim 15-metrowy metalowy krzyż, zakotwiczony na 2 metry w betonowej płycie. Inicjatorem jego postawienia był ksiądz Kazimierz Kaszelewski, który pragnął w ten sposób uczcić początek XX stulecia. Od tego czasu krzyż stał się celem pielgrzymek. Niestety, był też przyczyną kilku śmiertelnych wypadków podczas burz, spowodowanych uderzeniem pioruna.
Góra Giewont zawsze pobudzała ludzką wyobraźnię, choć na szczęście nie wszystkie zrodzone z niej pomysły doczekały się urzeczywistnienia. Na początku chciano w urwiska jego północnej ściany wbudować sarkofag ze szczątkami Juliusza Słowackiego. Po śmierci Józefa Piłsudskiego, niektórzy – dopatrując się w Giewoncie podobieństwa do profilu marszałka – zamierzali go jeszcze bardziej do niego upodobnić, planując wysadzenie w powietrze niektórych fragmentów góry. Natomiast gdy Słowacy przemianowali Gerlach na Szczyt Stalina, próbowano coś podobnego zrobić z Giewontem. I chociaż padały różne propozycje, największą popularność zdobyło określenie nawiązujące do dawnej nazwy – Stalin-wont.
Giewont to specyficzna góra. Od północnej strony opada w dół prawie pionowymi urwiskami, sięgającymi kilkuset metrów, za to od południa można podejść niemal na sam szczyt stromymi, ale dość łatwymi trawiastymi stokami, które od grani oddziela niewysoki pas skałek. Ta właśnie nieco pozorna łatwość sprawia, że Giewont, z którego roztacza się wspaniały widok, tłumnie odwiedzany jest przez turystów i… pielgrzymów, ponieważ w 1901 roku zamontowano na nim 15-metrowy metalowy krzyż, zakotwiczony na 2 metry w betonowej płycie. Inicjatorem jego postawienia był ksiądz Kazimierz Kaszelewski, który pragnął w ten sposób uczcić początek XX stulecia. Od tego czasu krzyż stał się celem pielgrzymek. Niestety, był też przyczyną kilku śmiertelnych wypadków podczas burz, spowodowanych uderzeniem pioruna.
Góra Giewont zawsze pobudzała ludzką wyobraźnię, choć na szczęście nie wszystkie zrodzone z niej pomysły doczekały się urzeczywistnienia. Na początku chciano w urwiska jego północnej ściany wbudować sarkofag ze szczątkami Juliusza Słowackiego. Po śmierci Józefa Piłsudskiego, niektórzy – dopatrując się w Giewoncie podobieństwa do profilu marszałka – zamierzali go jeszcze bardziej do niego upodobnić, planując wysadzenie w powietrze niektórych fragmentów góry. Natomiast gdy Słowacy przemianowali Gerlach na Szczyt Stalina, próbowano coś podobnego zrobić z Giewontem. I chociaż padały różne propozycje, największą popularność zdobyło określenie nawiązujące do dawnej nazwy – Stalin-wont.
Marlena Wojtalik



