Witamy,
pod hasłem MENEDŻERSKIE PUŁAPKI rozpoczynamy cykl felietonów dla menagementu branży turystycznej. Pisać je będzie Grzegorz Rogala. Ilustrować rysunkami satyrycznymi – rysownicy i karykaturzyści Jarek Janowski oraz Marek Konecki. Zapraszamy do lektury, nasze obserwacje, analizy i wnioski mogą okazać się przydatne w codziennej pracy menedżera, sprowokować do refleksji, wreszcie do uśmiechu, który też się przydaje. Miłej lektury.
FELIETON PIERWSZY
Niezasadnym jest nazywać menedżerem kogoś, kto nie ma odpowiedniej wiedzy, jest niesprawny, nie ma umiejętności, nie ma personalnej mocy sprawczej i w rezultacie jest nieskuteczny. W takiej sytuacji tytuł menedżer to puste słowo przynależne tylko dlatego, że ktoś, jakoś znalazł się w pozycji dyrektora, choćby i generalnego.
Dla każdego, już od poziomu średnio inteligentnego, a to nie jest wysoki poziom, biorąc pod uwagę, że 75% populacji naszego kraju nie rozumie prostych instrukcji (wyniki niezależnych badań), jest oczywistym, że czym wyżej w hierarchii menedżerskiej, tym większe wymogi kompetencji i postawy ze strony przynależnych do stanowiska zadań. Ta oczywistość jest źródłem zasadnych oczekiwań zarówno ze strony kolegów i przełożonych menedżera, jak i jego podwładnych, w tym również menedżerów niższego stopnia.
Menedżer, w większości przypadków, jest świadomy konieczności posiadania personalnej mocy sprawczej opartej na wiedzy, umiejętnościach i ogólnej postawie, a nie tylko na tytule zajmowanego stanowiska i formalnej możliwości wydawania poleceń. Jest również świadomy, że zarówno jego koledzy i przełożeni, jak i podwładni mają taką świadomość i zrozumienie sytuacji, w jakiej się znajdują. Ten stan ogólnej świadomości i prosta logika prowokują do myślenia stwarzającego dylemat trudny do rozwiązania dla osób zajmujących stanowiska menedżerskie bez tego, co by ich do tego predysponowało.
Dla wyżej wspomnianej grupy, ponad średnio inteligentnych, jest zasadnym zakładać, że jeśli ktoś znalazł się na stanowisku menedżerskim, to stało się to, a przynajmniej powinno, ze względu na jego personalną moc sprawczą, opartą na wiedzy, umiejętnościach i postawie.
Przyjmując taki pogląd, menedżer, który ma świadomość, że aktualnie nie posiada menedżerskiej mocy sprawczej na odpowiednim poziomie, który wie, że stanowisko pozyskał niczym wygraną na loterii przy silnym wsparciu wpływowych kolegów i/lub szczęśliwemu zbiegowi okoliczności (znacznie rzadszy przypadek), albo ponieważ rynek narzucił nowe wymogi zmieniające to, co stanowi o sile sprawczej, zaczyna rozumieć, że znalazł się w pułapce. Zrezygnować ze stanowiska nie chce, bo dobra pensja, ale do tego, aby wygrać batalię o sukces, brak mu kompetencyjnych armat.
Nie może pytać, bo pytanie świadczy o braku wiedzy, nie może też przyzwolić na pytania, bo to by mogło ten stan niewiedzy ujawnić. Nie może też jawnie sięgać po wsparcie doradców, konsultantów, a tym bardziej trenerów, bo to by również wskazywało, że nie ma tego. co potrzeba do wypełniania działań przypisanych do zajmowanego stanowiska, a co za tym idzie, dla przełożonych i kolegów menedżerów jest pomyłką, a dla podwładnych osobą, której nie można ufać w kwestiach związanych z pracą. Jest to pułapka pozornie bez wyjścia.
Grzegorz Rogala
Jeżeli chcą Państwo otrzymywać szersze informacje w tym zakresie zapraszamy do akredytacji na newsletter :
http://concordia.akademiagoscinnosci.org/formularze/akredytacja/



