Do 7 grudnia trwa sesja UNESCO w azerbejdżańskim Baku. Kilka wpisów na listę dziedzictwa już poczyniono, a niektórzy mają nadzieję, że nim sesja wygaśnie – i ich propozycje zostaną uwzględnione.
Udało się Japończykom. Kuchnia japońska została potraktowana z taką samą estymą, jak np. śródziemnomorska czy francuska. Zawdzięcza to pieczołowitym metodom przygotowania i smakowi, który nie jest ani słony, ani słodki, ani kwaśny, ani też gorzki, lecz po prostu „umami”. Inna rzecz, że to kuchnia bardzo zdrowa, oparta na przetwarzaniu ryb, jarzyn i wodorostów. Gotować po japońsku, tzn. uprawiać sztukę washoku. Coraz więcej Japończyków wraca do takiego tradycyjnego przygotowywania posiłku a japońskie restauracje dzięki washoku pretendują do najlepszych na świecie.
Inną nowością na liście UNESCO jest tradycyjny sport konny azerski – czowkan. Jest specjalnością nomadów, ale, można powiedzieć, specjalnością wymierającą. Przypomina grę w polo. W dobie rozwoju cywilizacji, nomadyczny czowkan pozbawiony został terenów, graczy i krótkonogich koni karabskich, charakterystycznych dla tej dyscypliny. Ale lista niematerialnego dziedzictwa kultury ma też służyć temu, żeby zatrzymać pamięć o azerskim sporcie.
Na listę trafiło teżm.in. gwatemalskie święto zbiorów kukurydzy, procesja ku czci św. Róży w Viterbo, chińskie liczydło zhusuan, święto Matki Boskiej w brazylijskim Belem, konny połów krewetek oraz wyrób wina w glinianych dzbanach kwewri – specjalność gruzińska.
W kolejce do listy UNESCO są również Niemcy. Chcą, by docenić trud ich piwowarów i zapisać „na zawsze” do skarbca światowego dziedzictwa surową recepturę warzenia piwa sprzed 500 lat (dozwalała ona na stosowanie tylko 4 składników: wody, chmielu, słodu i drożdży).
Inni pretendujący to Mongołowie, promujący swoje jurty, Koreańczycy z kiszoną kapustą kimczi oraz Turcy, zachwalający tradycyjną, parzoną po turecku kawę.
E.M



