Od wielu miesięcy trwa walka o POT. Z jednej strony Minister Gospodarki chciał powołać takich kandydatów, których zadaniem miało być alb o polaczenie z PAIiIZ albo likwidacja organizacji, z drugiej strony branża turystyczna stanęła murem i broniła europejskiego dorobku.
Ta ostatnia skoncentrowała się na trosce o to, aby prezesem Polskiej Organizacji Turystycznej została osoba kompetentna, która zna się na turystyce, będzie mogła mądrze zarządzać promocją Polski i może zintegrować środowiska turystyczne. Blisko rok trwał konflikt w tej sprawie z Ministerstwem Gospodarki.
Kiedy doszło już do obopólnej zgody i prezesem POT został Władysław Majka, niespodziewanie jednak i z niewyjaśnionych przyczyn został odwołany po kilku miesiącach. Decyzja w sprawie obsadzenia stanowiska nowym prezesem ma zapaść 11 września po wysłuchaniu opinii Rady POT.
I tak można by się cieszyć bo branża turystyczna wygrała kilka bitew, ale ostatecznie przegrała wojnę.
Dlaczego? Okazało się, że nie będzie mimo zapowiedzi zwiększenia środków budżetowych na promocję turystyki. Do tego środki unijne przewidziane na promocje turystyki znajda się w zarządzaniu nie Polskiej Organizacji Turystycznej, a prawdopodobnie PARP.
POT z planowanego dysponenta stanie się petentem, a o rozdziale środków decydować będą osoby, które decydują o środkach na budowę dróg, oczyszczalni ścieków itp.
Dwóch się biło a wygrał kto inny. Efekty tej przegranej już są widoczne. Brak środków na promocje najbardziej rozwijającej się dziedziny gospodarki – turystyki. Przemysł turystyczny w Polsce traktowany jest gorzej niż oczyszczalnie ścieków, bo tu jak tylko są wnioski – przyznaje się środki. Turystyce zabierane nawet są te już przyznane.



