Pechowe pamiątki z wakacji. Czego lepiej nie zabierać do domu?

złamana noga na plaży
Fot:Chatgpt

Ludzie lubią pamiątki z podróży, ale uważaj – niektóre zdobycze mogą przynieść więcej pecha niż radości. Według wielu lokalnych wierzeń zabranie pewnych przedmiotów (zwłaszcza z miejsc świętych) to proszenie się o klątwę. Może brzmi to bajkowo, ale turyści naprawdę odsyłają takie „pamiątki” – z listami przeprosin i opisami pasma nieszczęść, które ich potem spotkały.

  • Australia (Uluru) – Setki osób, które zabrały z Uluru kawałek słynnej skały, odesłały go potem pocztą – twierdząc, że przez tę kradzież spadła na nie fala pecha (choroby, rozstania, a nawet zgony).

  • Meksyk (Chichén Itzá) – Nie zawsze jednak “klątwa” ma nadprzyrodzone źródło – czasem sami miejscowi wymierzają karę. Przekonała się o tym turystka, która zignorowała zakaz i wspięła się na świętą piramidę Majów w Chichén Itzá. Zeszła w niesławie – oblana wodą i wybuczana przez tłum skandujący “do więzienia!”.

  • Indonezja (Bali) – Na Bali nawet bez kradzieży można narobić sobie złej karmy. Świątyń ani złożonych tam ofiar nie wolno nawet dotknąć – wskazanie ich stopą czy, co gorsza, wdrapanie się na posąg to murowany gniew duchów. Nawet deptanie ofiarnych kwiatów lub ryżu to świętokradztwo mogące ściągnąć pecha na profana.

  • Japonia – Feralną wróżbę z japońskiej świątyni (omikuji) lepiej zostawić na miejscu zamiast zabierać do domu. Tradycja nakazuje przywiązać zły los do sosnowej gałęzi lub stojaka w świątyni – wtedy pech zostaje “uwięziony” na drzewie i nie podąża za delikwentem.

  • Indie – Słynny diament Koh-i-Noor z Indii podobno każdego mężczyznę, który go posiądzie, skazuje na marny koniec. Nic dziwnego, że od pokoleń noszą go wyłącznie kobiety – panowie wolą nie kusić losu.

Morał? Zastanów się dwa razy, nim włożysz do walizki jakąś trefną pamiątkę – bo możesz ściągnąć na siebie gniew bogów albo -bardziej realnie-kłopoty z prawem. Czasem pocztówka i zdjęcie to najbezpieczniejsza zdobycz!

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *