Płacić trzeba, ale czy rzeczywiście za wszystko …

Polska w relacji do innych państw jawi się turystom krajem wcale nie tanim. Drogie noclegi i wysokie ceny towarzyszących im usług sprawiają, że do Polski trzeba chcieć specjalnie przyjechać. Dlatego potrzebna jest bardziej efektywna promocja, a tym bardziej, jak się wydaje,  znacznie większe nakłady na reklamę naszych rodzimych atrakcji turystycznych.

Tylko po co to wszystko, gdy w wielu miejscach naszego kraju wprowadza się turystów w błąd umniejszając faktyczną wartość reklamowanych walorów.

Oto w Krakowie w obrębie remontowanych Sukiennic rozwieszoną tam reklamą zapowiada się ekspozycję malarstwa polskiego w salach zamku niepołomickiego. Obrazem tych zapowiedzi zdawała się być fotografia pokazująca dzieło malarskie Józefa Chełmońskiego zatytułowanego Żurawie.

Zgodnie z tą informacją grupa wycieczkowa z Łodzi przebywająca w Krakowie zdecydowała się odwiedzić zamek w Niepołomicach.
Przy tej okazji uczestnicy wycieczki zwiedzili dziedziniec zamkowy i zrobili sobie pamiątkowe zdjęcia na ławeczce w towarzystwie siedzącego tam Stańczyka.

Później, po opłaceniu wymaganych biletów wstępu, weszli na teren ekspozycji  Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w towarzystwie tamtejszej przewodniczki muzealnej.
Zwiedzający z zaciekawieniem słuchali przekazywanych im informacji o poszczególnych eksponatach i ich twórcach.
Tym bardziej, że pokazane tam wybitne dzieła malarstwa polskiego robiły na nich ogromne wrażenie.

Tak było do momentu, gdy grupa dotarła do pustego miejsca na ścianie, przy którym widniał napis wskazujący, iż akurat w nim powinien być umieszczony obraz Żurawie autorstwa Józefa Chełmońskiego. Fakt ten potwierdziła przewodniczka oznajmiając zaskoczonym turystom, że powinno tu być to dzieło malarskie, ale obecnie go nie ma.
– Szkoda tylko, że nie mogą go Państwo zobaczyć – dodała.

To prawda, szkoda, tym bardziej, że nieco dalej również brakowało kolejnego dzieła w ramach tak przygotowanej ekspozycji Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku pod znamiennym hasłem SUKIENNICE w Niepołomicach.

Pilot wycieczki po powrocie do kasy sprzedającej bilety wstępu do tej ekspozycji chciał się dowiedzieć jakie są upusty cenowe dla grup wycieczkowych wchodzących na przygotowaną w ten sposób wystawę. Okazało się wtedy, że pomimo tego, iż prezentacja obrazów nie jest pełna, to placówka muzealna realizująca wystawę nie przewidziała dla zwiedzających żadnych upustów cenowych.

Tak było w Niepołomicach. Jednak podobnie potraktowano innych wycieczkowiczów z Łodzi w Jaskini Niedźwiedziej w Kotlinie Kłodzkiej.

Z racji przyjętych tam zasad całą grupę podzielono na trzy części, do każdej przydzielając po dwóch miejscowych przewodników. Jak się później okazało, to jednym z nich był szkolony nowy adept sztuki oprowadzania po wnętrzu jaskini, a drugim była osoba go szkoląca. 

Początkowo wydawało się, że uczeń jest zupełnie dobrze przygotowany do swojej roli, ale później było już zupełnie inaczej. W jego przekazie brakowało istotnych informacji, a także mylił się we właściwej kolejności oświetlania poszczególnych elementów ekspozycji.
W efekcie tych oczywistych potknięć dalsze zwiedzanie w pełni opłacone przez uczestników wycieczki zrealizowała przewodniczka o znacznie dłuższym stażu, która w założeniu miała szkolić swojego podopiecznego.

Po zakończeniu takiej obsługi przewodnickiej pilot wycieczki zapytał w kasie pobierającej opłaty za wstęp do Jaskini Niedźwiedziej, jakie są przewidziane upusty cenowe za tak ewidentne braki w świadczeniu usług turystycznych. Otóż w odpowiedzi usłyszał, że żadnych rabatów nie przewidziano, tym bardziej, że
– jak stwierdziła kasjerka – nowi przewodnicy przecież muszą się kiedyś nauczyć i to bez uprzedzania turystów o takich szkoleniach w trakcie opłaconego przez nich zwiedzania.

Nie inaczej bywa na górskich szlakach turystycznych w naszym kraju, na których od turystów pobierana jest opłata. Z założenia należałoby przyjąć, że płatne odcinki turystycznych tras poza tym, że powinny mieć odpowiednią infrastrukturę turystyczną, to trzeba byłoby je jeszcze właściwie utrzymać.

Niestety, mimo, że na biletach wstępu zapewnia się, iż opłaty są przeznaczane m.in. na zapewnienie czystości na szlakach, to praktyka zdaje się temu zapewnieniu zupełnie przeczyć.

Tak zdarza się w Świętokrzyskim Parku Narodowym, gdzie na Łysicy (612 m n.p.m.) śmieci wysypywały się z ustawionych tam koszy. Jednak w agendzie sklepu obuwniczego sprzedającego bilety wstępu do tego Parku Narodowego, pilot wycieczki, który zgłosił zastrzeżenia co do jakości wykupionego dla grupy przejścia wysprzątanym szlakiem, dowiedział się, że kasa takich reklamacji wcale nie przyjmuje. Tak samo uznał ówczesny komendant straży przyrody ŚPN, który stwierdził, że winni są ci, którzy ustawili na szczycie śmieciowe kosze, bo gdyby ich tam nie było, to i śmieci by też nie było.

Podobnie, zdaje się być na trasach Parku Narodowym Gór Stołowych, gdzie na Szczelińcu Wielkim (919 m n.p.m.) na tzw. ścieżce skalnej rzeźby, mimo pobieranych odrębnie opłat, często widać porozrzucane wielodniowe śmieci.
Tam tez nikt z obsługi nie ma sobie nic do zarzucenia, bo – jak poinformowano pilota wycieczki – opłaty są stałe i żadnych upustów cenowych z powodu tego typu braków się nie przewiduje.

Nieco inaczej jest w Ojcowskim Parku Narodowym, gdzie na tamtejszych parkingach trzeba pozostawiać autokary turystyczne. Mimo pobieranych na nich opłat w wysokości od 15 do 30 złotych place parkingowe zdają się być zupełnie prowizoryczne, pozbawione nie tylko utwardzenia, ale także podstawowej infrastruktury turystycznej.

Regułą zdaje się być również tolerowanie braków w kategoryzowanych obiektach hotelarskich. Pomijając częste różnice standaryzacyjne poszczególnych hoteli, to nagminne staje się uznawanie za normalne tak zwane zużycie moralne poszczególnych elementów wyposażenia, czy też ewidentne braki w stałym utrzymaniu czystości.

Takim typowym przykładem są obiekty noclegowe należące do znanej i to nie tylko na rynku krajowym spółdzielni turystycznej, która w Warszawie posiada dwa trzygwiazdkowe hotele.
W każdym z nich nietrudno trafić do pokoi, których węzły sanitarno-higieniczne mają wyraźne ślady postępującego grzyba. Jednak pytania pilota wycieczki o należne upusty cenowe z powodu tak ewidentnych zaniedbań ze strony obsługi hotelowej wprawiają pracowników recepcji tych hoteli w zupełne osłupienie. Wynika to z faktu, iż ich przełożeni takich rabatów dla swoich gości wcale nie przewidzieli.

I takie właśnie wydają się być polskie realia świadczenia usług turystycznych, których promocja zdaje się wcale nie zauważać, a przecież to one głównie kształtują właściwy obraz i odpowiednią opinię, która niezależnie od prowadzonej reklamy idzie zawsze w szeroki świat.

Jarosław A. Janowski – Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu

Fot. Irena Zielińska

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *