Pożyteczne spotkania popytu z podażą

Zderzenie popytu z podażą to chyba jedyne zderzenie, na które oczekują zarówno usługodawcy, jak i usługobiorcy.

Choć dziś już nikomu do głowy nie przychodzi, aby wyznaczać ścisłe terminy startu sezonu turystycznego, gdyż na niektórych terenach wydłużył się on na prawie cały rok,  to jednak pojęcie ścisłego, głównego sezonu turystycznego z pewnością przetrwa.

Skończyły się przedwakacyjne targi turystyczne, ale w internecie, w działach ogłoszeń prasy, w biurach podróży, a czasami także… na płotach i – o zgrozo – w miejscach, w których nie wolno umieszczać jakichkolwiek komunikatów – trwa swoista walka o turystę. Ci, którzy uwierzyli wyłącznie w stałych klientów i zlekceważyli rolę promocji i informacji, mogą się pomylić.  Nawet ci stali bywalcy mogą dać się przecież skusić konkurencji.

To bardzo dobrze, że  coraz liczniejsze gminy i powiaty upatrują swoich szans rozwoju właśnie w turystyce. Pomagają inicjatywy lokalnych organizacji turystycznych i lokalnych grup działania. Turystyka pojawia się także i tam, gdzie widok przybysza był do niedawna sensacją. Nie wszy potencjalni turyści oczekują kontaktów z obiektami z listy UNESCO, wielkimi morzami, jeziorami itd. Wielu ceni sobie przede wszystkim cisze, spokój, zdrową żywność  i nie wymuszona gościnność.

  Inicjatorów otwarcia na turystykę w takich miejscach gnębią jednak liczne wątpliwości. I jeśli pojawiają  się one, to też bardzo dobrze. Nie ma nic gorszego od postawy malkontenta („nam się nigdy nic nie udało i się nie uda”)  ale chyba jeszcze gorszy jest słomiany zapał i publiczne głoszenie, że dziś zainwestowane  pieniądze zwrócą   się z okładem…  już jutro.

Pierwsze i zasadnicze pytanie. "Jak się przebić w konkurencji".     Nie namawiam nikogo do korzystania z  łokci, już imć Zagłoba cenił wyżej fortel nad siłę pięści. Gdyby istniała jedyna i  słuszna odpowiedź na to pytanie i gdyby wszyscy ją znali to…  „przebiliby się" wtedy wszyscy, czyli nikt. Przyznajmy- nie byłoby zbyt ciekawie – dla usługodawców i usługobiorców.  Nie wszyscy mogą stać w pierwszym rzędzie, na stosie folderów wszystkie nie też nie mogą leżeć na wierzchu.  Są  jednak pewne prawdy, z istnienia których warto zdawać sobie sprawę, by nie błądzić w ciemnościach, w których jak wiadomo, najłatwiej stracić portfel. Nie chodzi tu tylko o ostrzeżenie przed niebezpiecznym późnym poruszaniem się  po zakamarkach miast i miasteczek, ale także o to, by błądząc nie trwonić kas podatników, jakimi są środki  samorządowe.

Wszystko wie tylko burmistrz lub wójt

Tak to niestety bywa, że najpełniejsze wiadomości o gminie zna jedynie burmistrz. On też tylko może odpowiedzieć na pytania dziennikarza i kontrahenta. I nie obejmuje to tylko, jak wskazuje praktyka, tzw. spraw węzłowych. Gdy  zapytania dotyczą  podejmowania inwestycji,  planów,  trzeba poczekać na burmistrza, a on właśnie wyjechał. Do niedawna bywało, że urzędnicy w takich przypadkach mogli co najwyżej powiedzieć „która godzina”.  Teraz to się szczęśliwie zmienia, lecz czy wszędzie?

Bywa, że znaczna  część  już opublikowanych  materiałów informacyjnych (ale nie wszystkie) też jest w biurku burmistrza.  W podręcznym magazynku (którym dysponuje jedynie „głowa gminy”)  jest bogaty zbiór publikacji (nigdzie nie osiągalnych), którymi obdarowywani są co znamienitsi goście. Wychodzą tedy z gabinetu Głowy Gminy z folderami pt. „Przyjedź do  Iksowa”. Ta namowa nie jest im często potrzebna-   gdyż przecież już przyjechali.

Informacja o Iksowie w gminie

Nie jest tak źle, mówią niektórzy. Przecież pani Igrekowska w Urzędzie Gminy na III piętrze w podwórzu ma w dyspozycji  w godzinach urzędowania  plan lub informator gminy.. Bywa jednak tak, że owa zacna i szanowana niewiasta   jest… chora, wyszła do lekarza, jest na naradzie, na  urlopie… A tu w kioskach, ani księgarniach, w kasie muzeum albo choćby w bibliotece materiału tego nie uświadczymy. Jeśli pani Igrekowska jest w pracy, to aby zdobyć informator  trzeba  wejść na III piętro i wyjaśnić powód zainteresowania gminą. Rodacy kiwają głowami, jeśli bardzo potrzebują materiału  (córka lub syn pisze pracę dyplomową) odstoją swoje w kolejkach. Goście zagraniczni  nic z tego nie rozumieją i jadą dalej "w inne kraje, gdzie są inne obyczaje".

A przecież  publikacja o gminie  powinna być szeroko dostępna we wszystkich instytucjach i sklepach z kwiaciarniami włącznie. Tak zresztą jest już w  niektórych  gminach. Informacji pisanej powinna towarzyszyć wizualna: tablice z mapami i planami, kierunkowskazy do instytucji i atrakcji turystycznych, gabloty. Powinno być to podane w sposób estetyczny a informacja musi być aktualna. Nie wystawia bowiem gminie najlepszego świadectwa, gdy turysta skuszony drogowskazem udaje się na stromą górę, by dowiedzieć się, że  propagowany zamek jest w trakcie wieloletniego remontu.

O Iksowie w ośrodku rozrządowym

Są takie miasta, przez które turysta z reguły przejeżdża udając się do konkretnej gminy. Znajdując się np. w Jeleniej Górze nie zawsze jest zdecydowany co wybrać: Karpacz, Szklarską Porębę, a może Piechowice czy Przesiekę.   Na takiego turystę trzeba więc tutaj umiejętnie „zapolować”.  Propozycje powinny różnić się od innych (stąd wniosek, że należy wcześniej poznać zamierzenia sąsiadów). Niezbędne są więc materiały informacyjne własne. Być może tańszy i bardziej skuteczny okaże się udział we wspólnych  promocyjnych inicjatywach  powiatu czy województwa.  Najważniejsza jest dbałość o dopływ bieżących informacji z gminy do centrum „it” pracującego w mieście i przede wszystkim bliska współpraca  gminy z tą placówką.

O Iksowie w dużej aglomeracji

Przebicie się z informacją o mało znanej miejscowości do centrum „it” działającego w dużej aglomeracji jest niezmiernie trudne, gdyż wraz z nami tłoczą się inni. Wygra ten, kto:  ma do powiedzenia coś ciekawszego i proponuje konkrety,  jest pierwszy,  dobrze współpracuje z placówką „it” w wielkim mieście,  szybciej reaguje na zmieniające się mody – ten  jest bardziej skuteczny .       Informacja o Iksowie na dużych targach będzie miała jeszcze mniejszą siłę przebicia. Niezbędne jest włączenie się do przedsięwzięć wspólnych: regionalnych stoisk (tu będzie jednak konkurowała z sąsiadami), katalogów, komputerowych baz danych. Gmina ma szanse zwrócić uwagę eksponując swoje „JA”, którym może być zespół folklorystyczny, lokalny twórca, producent  słodyczy czy innych charakterystycznych wyrobów.

Promocji uczymy się wszyscy, a skutek będzie zależny   od tego, czy chcemy się uczyć i czy umiemy to czynić. Szans na naukę jest wiele i nie ograniczają się one jedynie do szkoleń. Najlepiej uczy życie, choćby umiejętny udział w targach turystycznych nie ograniczający się do przedstawiania własnej oferty, ale także do obserwacji zachowań innych.

Teraz nie turysta stoi w kolejce, ale gminy stoją w kolejce do turysty.

Jan Paweł Piotrowski

 

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *