Pożytki i szanse deglomeracji turystyki

O potrzebie – a nawet konieczności – deglomeracji turystyki, czyli jej większego rozproszenia na mapie, mówimy od lat. W wielu przypadkach szczęśliwie nie kończy się na mówieniu. Deglomeracja w czasie jest zjawiskiem powszechnym: od paru lat widoczna jest dekoncentracja okresu wypoczynku – częściej wyjeżdżamy nie tylko w lipcu i sierpniu, korzystamy z długich weekendów, dzielimy urlop na części.
Natomiast deglomerację w przestrzeni realizujemy przez tworzenie  nowych, innowacyjnych produktów, stosowanie różnych form zachęty do odwiedzania „nowych”, „nieznanych”  miejscowości i regionów.
Tymczasem można mówić także o deglomeracji ruchu turystycznego w obrębie dużych centrów turystyki. Promotorzy berlińskiej turystyki czynią dużo, aby turyści nie „kręcili się” jedynie wokół Bramy Brandenburskiej, Wyspy Muzeów, Unter den Linden. Podobnie postępują organizatorzy turystyki innych miast europejskich.
Czy nieznana, położona nieco dalej od uczęszczanych traktów, może być atrakcyjna także dla turystów, zważywszy przede wszystkim na jej lokalny koloryt, łatwiejszy do zachowania właśnie w odległych zakamarkach miasta.   Polskie przykłady muszą krzepić. Oto krakowski Kazimierz, któremu po okresie zapomnienia przywrócono urodę i atmosferę dawnego miasta, a potem dzielnicy żydowskiej. To także dzielnice Katowic – Nikiszowiec i Giszowiec, o niepospolitej architekturze, miejsca, w których można spotkać się z prawdziwą  śląskością (gwara, obyczaje, kulinaria) czy też łódzkie Manufaktura i Księży Młyn. Promowaniu nieznanych zakątków miast służą święta ulic – Świętego Tomasza i Krupniczej – w Krakowie, Cieszkowskiego w Bydgoszczy, jarmarki w Wilanowie, happeningi na warszawskiej Pradze, dieto stołecznej Saskiej Kępy. Od kilku lat, w czerwcu na warszawskiej ulicy Tarczyńskiej odbywają się „Mironalia” poświęcone pomięci Mirona Białoszewskiego. Przedstawienia na podwórzach, klatkach i zaułkach, wystawy, pokazy, kiermasze – są niewątpliwie (wcale nie lokalnym) produktem turystycznym, angażującym pobliski hotel, biuro podróży, galerie, sklepy i zakłady usługowe. Stale pojawiają się nowe inicjatywy.
Pomysłów na różne formy deglomeracji turystyki może być bardzo dużo. Ów wysublimowany produkt turystyczny można budować „na bazie” miejskiego folkloru, wiązać z działalnością znanych osób. Ważne, aby działania te nie były jedynie incydentalne i pozostawiły trwały ślad w mentalności mieszkańców najmniejszych ojczyzn, do których zaliczają się także ulice.

  Jan Paweł Piotrowski

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *