Samorządowcy w klasie biznes

Niezwykle drażliwym tematem są w samorządach różnego szczebla służbowe delegacje. Przede wszystkim dlatego, że jest to czuły punkt każdego podatnika i upublicznienie (wcześniej czy później) informacji o przelatanych i przejeżdżonych pieniądzach z budżetu, podkopuje image urzędnika. A nie jest łatwo tego rodzaju wydatki „schować” w budżetowych sprawozdaniach.

fot. Robert Lachmann (www.gadzetylotnicze.com)

Na portalu naTemat.pl  pojawił się tekst Jakuba Nocha o wyprawie  na trasie Warszawa – Bruksela – Warszawa marszałka woj. mazowieckiego, Adama Struzika. Pan Marszałek odbył tę podróż, trwającą 1,5 godziny, klasą biznes, płacąc za bilet – bagatela! – 4428 zł. Natychmiast podjęta przez dziennikarza „śledcza wiwisekcja” w Urzędzie Wojewódzkim na Mazowszu dała następujący wynik: podobno była to niezaplanowana podróż, podobno nie było miejsc w klasie ekonomicznej, podobno to incydentalna sytuacja. Ale wyjaśnienia nie satysfakcjonują Nocha, ponieważ dziennikarz naTemat.pl  leciał w tym samym samolocie i odnotował sporo pustych miejsc w klasie dla zwykłych śmiertelników.

Pikanterii tej opowieści dodaje fakt, że tuż po powrocie do Warszawy Adam Struzik ogłosił  bankructwo województwa. Mazowsze jest piekielnie zadłużone, nie otrzyma kolejnych kredytów, a dodatkowo trzeba płacić „janosikowe” na biedniejsze regiony. Jak zaręczają urzędnicy w podlegającym mu urzędzie: „oszczędzano tu na wszystkim, ale nie udało się wygospodarować kilkuset milionów złotych”.

Naturalnie Marszałek stał się tu przysłowiowym kozłem ofiarnym – proceder bowiem rosnących wydatków na podróże służbowe zasila cała armia samorządowych tuzów. Trudno wyjaśnić, dlaczego formuła musi być aż tak kosztowna. No i to, skąd w kalendarzu rozlicznych obowiązków biorą dni na niekończące się „służbowe” wojaże (jak choćby prezydent Tarnowa, Ryszard Ścigała, w 2012 roku będący w rozjazdach łącznie 60 dni – 2 miesiące!).

Nawiasem mówiąc, przeciętny urzędnik, podążający śladem urzędniczego nakazu, zwykł podróżować najtańszymi liniami kolejowymi i PKS-em, ewentualnie komunikacją miejską w zakresie nieprzekraczającym 6 zł, bo tylko za to ma zwrot kosztów delegacji, nawet, gdy za bilety wydał większą kwotę. Ale daleko wdzięczniejszym medialnie jest temat drogich podróży samorządowców, niż podróży tych niedoszacowanych, na które, z prywatnego portfela, dokłada urzędnik minorum gentium.

E.M.

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *