W poniedziałek (13 grudnia) z zabytkowej elewacji Muzeum Narodowego mają zniknąć płachty reklamowe. – Tym śladem powinni pójść wszyscy – twierdzą eksperci, wskazując na estetyczny bałagan w stolicy.
Na godz. 13 zaplanowano oficjalne zdarcie płacht. – Troszczymy się o przestrzeń publiczną. Chcemy, by nasze budynki uwodziły swym wyglądem, a nie reklamami. Zależy nam, by odzyskały swój dawny blask – mówi Agnieszka Jasińska z MN.
Na usunięcie bannerów zgodzili się sponsorzy placówki, czyli Polkomtel i PKN Orlen. To precedens: reklamodawcy zauważyli szansę na promowanie swoich marek w porządkowaniu przestrzeni publicznej, a nie jej zaśmiecaniu.
Muzeum to nie słup
– Zostało to z nami uzgodnione. Wspólnie z muzeum pracujemy nad nową koncepcją wizualizacji, która będzie najbardziej efektywna w komunikacji zarówno dla muzeum, jak i dla sponsora – odpowiada Elżbieta Sadowska z firmy Polkomtel SA.
– Bardzo dobrze, że płachty znikają. Muzeum to nie słup ogłoszeniowy, tylko instytucja kultury. Jednak Muzeum Narodowe mogło już wcześniej się zdecydować na taki krok, ale widocznie nie chciało – mówi Marcin Rutkiewicz ze stowarzyszenia MiastoMojeAwNim.
Nieoficjalnie wiadomo, że swoją decyzją MN chce pokazać, że z nowym dyrektorem Agnieszką Morawińską idą konkretne zmiany na lepsze. Jednak nikt nie zdradza, czy zamiast płacht np. pojawią się reklamy wyświetlane na piaskowych ścianach budynku. – Jest wiele form promocji sponsora, nie muszą to być reklamy na obiektach. Warto wymieniać go w katalogach, zrobić estetyczną informację o sponsorze wewnątrz budynku – proponuje Rutkiewicz.
Ta pozytywna inicjatywa muzeum nie zmienia faktu, że ścisłe centrum Warszawy – np. budynki wzdłuż Al. Jerozolimskich – wyglądają jak reklamowy śmietnik. Płachtami zasłonięty jest m.in. Dworzec PKP Śródmieście, Rotunda, Universal i dawna Cepelia.
W Warszawie jest nadal zbyt wiele reklam – przyznaje naczelnik miejskiego Wydziału Estetyki Tomasz Gamdzyk. – Jeśli chwilowo nie pojawiają się nowe, to wyłącznie z powodu kryzysu finansowego, który ogranicza rozwój branży reklamowej – twierdzi.
Bałagan w przepisach
Tymczasem antyreklamowe rozporządzenie Ministerstwa Infrastruktury z połowy grudnia ub. roku miało usunąć płachty z okien budynków polskich miast. Dlaczego prawie nic się nie zmieniło? Nowe przepisy dotyczą tylko domów mieszkalnych. Poza tym są pełne luk, które wykorzystują firmy reklamowe. Wciąż można wieszać płachty, byle nie zasłaniały one okien mieszkań, czyli na ścianach zewnętrznych np. klatek schodowych i tych bez okien. Nośnikami reklam mogą być też wszystkie budynki biurowe.
Ministerstwo Infrastruktury nie zabezpieczyło nawet do końca okien mieszkań. Rozporządzenie zakłada, że można wieszać reklamy podczas remontów budynków. To zachęta do pozorowania prac budowlanych. W Warszawie przez fikcyjne wpisy do dziennika budowy da się przeciągać martwą inwestycję nawet kilkanaście lat (tak dzieje się np. przy pl. Politechniki).
Resort przygotował też zmiany w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, które weszły w życie w tym roku. Ta nowelizacja też jest w środowisku urbanistów krytykowana. Jak wytyka naczelnik Gamdzyk, nie odnosi się ona do billboardów i płacht istniejących. To znaczy, że obecny bałagan pozostanie. – Należy stworzyć procedury szybkiego likwidowania reklam nielegalnych. Sytuacja krajobrazu miejskiego i przestrzeni otwartych zaczyna być dramatyczna – ostrzega Gamdzyk.
źródło: zw.com.pl



