Zbudowane w średniowieczu włoskie cytadele (znane jako hill towns), szczególnie na terenach Toskanii i Umbrii cieszą się sporym powodzeniem wśród turystów. Już same Włochy jako takie przyciągają ludzi i to niezależnie od tego, czy kierujemy się sympatią do krainy Imperium Rzymskiego, bestsellera i filmowego hitu „Pod słońcem Toskanii”, niedawną premierą „Listów do Julii”, czy fascynacją „Ojcem Chrzestnym”.
Włochy to nie tylko Rzym, Wenecja czy San Marino. Na półwyspie w kształcie buta na obcasie, możemy odnaleźć miejsca, których nie będziemy chcieli opuścić.
Pomysłem na tegoroczne wakacje mogą być właśnie hill towns, takie jak San Gimignano, Todi, Cortona, Assisi czy Orvieto. To tylko kilka z tych urokliwych miasteczek, w których nie uświadczymy XXI wieku. Czekają tam na nas kamienne mury, wąskie ścieżki i zacienione przejścia, dzięki którym największy upał nie będzie nam straszny. A do tego architektura zapierająca dech w piersiach i przepiękne widoki na panoramę Włoch – w końcu to miasta położone na wzgórzach.
Wspomniane włoskie miasteczka to również cel podróży architektów, inżynierów, a nawet sejsmologów, podziwiających wytrzymałość i perfekcję tych budowli. Kilkanaście wieków ich istnienia nie zostało zagrożone przez wrogie najazdy w przeszłości i współczesne trzęsienia ziemi, którym nie dały rady nowoczesne budynki.
Kilka powodów, by zacząć zwiedzać mało znaną i reklamowaną część Włoszech? Ceny niższe niż w miejscach turystycznych pielgrzymek. Niepowtarzalne widoki, których nie widzieliśmy na setkach zdjęć w gazetach i u znajomych. I odkrywanie prawdziwej twarzy starej Italii, nieskonsumowanej przez wszechogarniający konsumpcjonizm i marketing. Szukając prawdziwych Włoszech, najlepiej zacząć na wzgórzach.
Anna Szumacher



