Zachodzi obawa, że w Puszczy Białowieskiej to, co winno być pozytywnym skutkiem działań ekologów, przerodzi się w skutki niepożądane. Nadgorliwość organizacji ekologicznych i podnoszone przez nich przy każdej okazji larum o pozostawienie drzewostanu w takiej postaci, w jakiej jest, powodują wciąż pogarszający się stan tego największego kompleksu leśnego przy wschodniej granicy.

Kiedyś niebezpieczne było dla puszczy wynoszenie drewna z lasu na opał. Dziś za sprawą ekologów zakazuje się tego nawet wobec drewna w stanie gnilnym, ale skutkiem takiego restrykcyjnego działania ilość zalegającego drewna przekracza 6-7-krotnie wszelkie normy. Burmistrz Hajnówki, Mieczysław Gmiler, nazywa taki upór ekologów pseudoekologią, powodującą poważne zagrożenia.
Z kolei ks. Tomasz Duszkiewicz, kapelan myśliwych i leśników, w wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie” mówi o unicestwianiu puszczy i niszczeniu dorobku całych pokoleń.
Także stowarzyszenie „Santa” Obrona Puszczy Białowieskiej widzi fatalne skutki decyzji resortu środowiska i działaczy ekologicznych. W ocenie stowarzyszenia, „obecnie stosowana ochrona bierna, wymuszona i propagowana przez organizacje ekologiczne, doprowadziła do degradacji drzewostanu puszczy”.
To, co się puszczy należy, to – zdaniem leśników i okolicznych mieszkańców- natychmiastowa wycinka ok. 200 tys. m². Ale decyzje urzędnicze są inne – zmniejszono liczbę drzew do wycinki ponad czterokrotnie.
Jest naprawdę spora obawa, że puszcza, z wizytówką, jaką jest żubr w swojej największej populacji na świecie, na skutek walki pseudoekologów w imię własnych ambicji, zacznie tracić swoje walory przyrodnicze. Już zmiany klimatyczne, hydrologiczne i antropogeniczne dostatecznie szkodzą ekosystemowi puszczy. A jeszcze do tego, jak widać, dochodzą wymuszenia i propaganda „eko”.
E.M.



