Afryka Dla Smyka – podróże kształcą

Afryka dla Smyka

Podróże z dzieckiem kształcą nie tylko dziecko, ale i całą rodzinę. To doskonała okazja by pokazać maluchowi jak zdobywać wiedzę, by rozbudzić w nim ciekawość. To również doskonała okazja by spędzać ze sobą czas na sto procent. Obok edukacyjnych korzyści są jeszcze te emocjonalne, które wydają się być bezcenne. O tym, że można z dzieckiem podróżować i przemierzać świat udowadniają członkowie programu Afryka Dla Smyka. Nie dawno wrócili ze swojej kolejnej podróży po Tunezji.

– Po dniu jakże aktywnym opuszczamy Djerbę, od której rozpoczęliśmy naszą przygodę. Zdajemy sobie sprawę, że nie zdążyliśmy jej wystarczająco poznać. Nie mieliśmy jednak za wiele czasu, a plan naszej podróży zdawał się pękać w szwach – mówi Katarzyna Kopeć pomysłodawczyni przedsięwzięcia. Wstają zatem skoro świt. Większość turystów o tej porze przewraca się z boku na bok w hotelowych łóżkach. Ekipę Afryki Dla Smyka wzywa jednak przygoda. Kierują się w stronę portu. Chcą opuścić Djerbę drogą morską. Odjadą z wyspy promem, choć w przypadku Djerby byłoby to możliwe również drogą lądową. Wyspa „ludzi szczęśliwych” połączona jest bowiem ze stałym lądem groblą pamiętającą czasy rzymskie. Dla Smyka przeprawa promem stanowi jednak dodatkową atrakcję. Wiatr we włosach, piękna słoneczna pogoda, uspakajająca biel chmur oraz szum fal. Jaworznianie obierają kierunek na Tataouine. Pierwszym punktem na trasie jest bowiem Ksar Hadada.

Hadada jest jednym z najładniejszych ksarów. Znajduje się w centrum wioski, w sąsiedztwie meczetu. To właśnie tutaj George Lucas realizował w 1997 r. kolejne sceny do filmu Gwiezdne Wojny. Współcześnie po Ksarze można swobodnie chodzić. Kiedyś działał tu nawet hotel turystyczny. Temperatura wewnątrz skał oscyluje w okolicach 25 stopni, podczas gdy na zewnątrz leje się z nieba niemiłosierny żar. – W ksarze spotykamy gościnnych Tunezyjczyków gotowych odpowiedzieć na nasze pytania – mówi Katarzyna Kopeć. Zouheir czyli przewodnik, z którym członkowie wyprawy spędzili całe siedem dni pyta czy są gotowi na trekking. – Hmm, nasze obuwie może nie było idealne na górskie wyprawy, ale zapewniliśmy, że damy radę – tłumaczy Adam Howaniec.  Są takie miejsca w Tunezji, których widok zapiera dech w piersiach. Niewątpliwie należy do nich Chenini – wioska na szczycie wzgórza. Aby się do niej dostać trzeba było trochę podejść, ale widoki zrekompensowały trud spinaczki w wielkim upale. W wiosce do dnia dzisiejszego żyją ludzie. Mają tu prąd, wodę i turystów. Żyją biednie, ale szczęśliwie. Tu po dzień dzisiejszy mówi się językiem berberyjskim. – W Chenini czas jakby się zatrzymał. Życie płynie swoim rytmem, odmierzane nawoływaniem muezina na modlitwę – opowiadają uczestnicy projektu. Kolejnym przystankiem jest Tataouine. Filipka czyli tytułowego Smyka zamiast suto zastawionego stołu interesuje bardziej basen. Nie ma się co dziwić, przy takim słońcu nawet miejscowi szukają cienia i ochłody. W końcu ruszają w kierunku pustyni. Aby poczuć smak Sahary pokonują wiele kilometrów. Droga się nie dłuży, gdyż widoki przykuwają oczy.

Smyk przybywa do oazy. Widok piasku ustąpił miejsca zielonym palmom, których wokoło nie brakuje. To, że tu rosną jest zasługą źródeł jakie tu odkryto. Choć to główne może nie wygląda zachęcająco jednak posiada uzdrowiskowe właściwości. Woda jest słodka i przyjemnie ciepła, a na dodatek pomaga w dolegliwościach reumatycznych oraz skórnych problemach. – Filipka nie trzeba specjalnie namawiać na kąpiel. Dla niego każda możliwość pluskania się jest dobra. Korzysta zatem i tym razem – opowiada Adam Howaniec. Wyprawa w głąb pustyni to przeżycie nie tylko dla sześciolatka. Zachodzące słońce, drobny piasek, który jest przyjemnie ciepły, wokół cisza od czasu do czasu przerywana odgłosami wielbłądów. Pustynia zdaje się być gigantyczną piaskownicą, w której można się wyśmienicie bawić. Wspinanie się na wydmy oraz zjazd na pupie wydają się przodować we wszystkich zabawach. Noc podróżnicy spędzają w obozie Zmella. – Szybka kąpiel i udajemy się na posiłek. Pustynne powietrze zaostrza apetyt. Spędzimy tu noc więc z kolacją nie musimy się śpieszyć. Najpierw pokazują nam w jaki sposób przygotują dla nas berberyjską kolację. Potem ku uciesze Smyka idziemy zobaczyć jak można upiec chleb w piasku – opowiadają uczestnicy projektu. Na efekty czeka się jakieś dwadzieścia minut. Potem tylko pozostaje dokładnie „wytrzepać” chlebek z piasku i smacznego. Kolacja pod gołym niebem na długo pozostanie w pamięci. Niebo i gwiazdy na pustyni są jakby sto procent wyraźniejsze – wyglądają niesamowicie. Kiedy kładą się spać jest już tak ciemno, że nie widać czubka własnego nosa.

Afryka dla Smyka

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *